oddech nie-działania, Wystawa Gdańsk 2020, Instytut Kultury Miejskiej, wystawa on-line

pl   |   en

oddech nie-działania, Wystawa Gdańsk 2020, Instytut Kultury Miejskiej, wystawa on-line

projekt artystyczny: karolina bracławiec
realizacja techniczna: leszek kieler
zdjęcia: agata bracławiec, anna sawicka, karolina bracławiec
film: jakub waśniewski

Zapukało dziś do mnie nie-działanie. Trudno się przyznać, że jest atrakcyjne. Początkowa reakcja: ucieczka. Ukradkiem zaglądam jeszcze raz, coś kusi, jednak pojawia się myśl wyparcia. Bo przecież trzeba, należy, nie można, ot tak, nic nie robić. Tysiące przekonań, uwarunkowań. Umysł krzyczy: co ty sobie myślisz? Lecz równie silny jest już głos: dość! Ja naprawdę nie mam siły, nie mogę, nie chcę. Dziś oddaję hołd dawaniu sobie prawa do: nie-działania, nie-dawania. Do esencji życia i bycia w ogóle, gdzie jest również miejsce na zachwyt nie-działaniem właśnie.
Prezentuję obraz stanu nie-działania. Puste obrazy. Płótna.

Preludium.

tydzień pierwszy:
wyraźnie słyszę jeszcze dźwięki przyjemności, swój głęboki oddech, moment radości i towarzyszącej myśli – czyli mam czas na to, czego zapragnę?! regeneracja ciała, odpoczynek i spowolnienie. celebracja wsłuchania w siebie.
tydzień drugi:
dźwięk ciszy – to co teraz robić! ciało nadal chce regeneracji, chce leżeć. czytam książki. przecież nie można tak nic nie robić. odkrywam, że od kiedy daję sobie prawo do leżenia, wysprzątałam dom, umyłam niemyte od co najmniej dwóch lat okna. umysł znów nakarmiony przydatnością.

tygodnie następne:
przyglądam się, pytam – czego właściwie teraz chcę. odkrywam w sobie takie miejsca, że już na prawdę nie mam siły. następuje cisza i lęk. karcę się, że przecież – niczym w praktyce mistrza – codziennie powinnam siadać w pracowni. w rytm wdrukowanej dewizy: usiądź, niech to będzie czas przeznaczony tylko na pracę. siadam. mija dzień, kolejny dzień, tydzień, kolejny tydzień i nic. brak mocy? patrzę na rozpoczęte obrazy i totalnie nie mogę się za nie zabrać! jest pomysł. produkcja płócien! robię jedno po drugim, niczym maszyna. naciągam, przeklejam, gruntuję. umysł karmi się znów – to przecież rodzaj medytacji i coś robisz, jesteś przydatna. a jednak równocześnie towarzyszy mi głos bezsilności. umysł krzyczy: zacznij! ja czuję bezwład.

Tu i teraz.
uświadamiam sobie, że od lat towarzyszy mi walka, moje ciało często mówi: dość! nie mam siły, potrzebuję leżeć, nie robić nic. ewentualnie spać. medycyna zachodu nazywa to depresją. na dźwięk słowa „depresja” momentalnie pojawia się we mnie mobilizacja. bo przecież jak depresja, to bycie zależnym, obciążenie, brak środków do życia, tabletki, a ja jestem silna, dam radę. nie można tak. dziś, pojawia się jednak głos – o przyzwoleniu na danie sobie prawa do robienia nic. wraz z całym bogactwem umysłu, który natychmiast wpada w gonitwę i dyryguje. wstań. nie można tak. nie robić nic. w rzeczywistości, która mnie ukształtowała i rozwija, którą i ja kształtuję i rozwijam, trudno jest mi dać sobie to prawo. co to w ogóle znaczy? czy jestem słaba? a może to moja moc? jestem nieprzydatna? w ogóle, jak można nie-działać, nie-dawać?

Robić nic.
oddycham. decyduję się dać sobie prawo i przywilej do bycia w prawdzie i akceptacji tego, co we mnie żywe. przyglądam się.

odkrywam, że koronawirus otwiera we mnie prawo do bycia w stanie akceptacji. obserwacji rzeczy takimi, jakie są. oddechu. pustymi obrazami oddaję hołd nie-działaniu i dziękuję epidemii – koronawirusowi za spowolnienie. za zbliżenie do siebie. do prawdy. esencji życia? gdzie mnie to zaprowadzi? nie wiem. wiem jednak, że nauczyłam się, że powiedzieć świadome „nie wiem” to zbliżające i rozwijające wyzwanie.